AURATON Flood Sensor 2.0 - ewolucja zamiast rewolucji. Porównanie z pierwszą generacją.
Od razu zaznaczę, że nie jest to recenzja pisana na zasadzie "otworzyłem pudełko i wszystko jest super". Lubię testować nowe produkty, analizować dokumentację producentów i sprawdzać, czy nowa wersja urządzenia rzeczywiście wnosi coś nowego, czy tylko zmienia numer w nazwie.
Od kilku lat interesuję się systemami Smart Home i wychodzę z założenia, że są dwa rodzaje automatyki. Pierwsza to ta "efektowna" - sterowanie światłem, roletami czy "odpalanie" całych scen. Druga jest znacznie mniej widowiskowa, ale zdecydowanie ważniejsza - zabezpieczenie domu przed awariami. Właśnie do tej drugiej grupy należy AURATON Flood Sensor.
Po pojawieniu się wersji 2.0 z niecierpliwością czekałem na możliwość testów. Chciałem dokładnie wszystko przetestować i porównać z pierwszą generacją czujnika. Nie jest to całkowicie nowe urządzenie - producent nie próbował wymyślać wszystkiego od początku. Zamiast tego poprawił kilka elementów, które faktycznie mają znaczenie podczas codziennego użytkowania.
I bardzo się cieszę, że są to te same elementy, na które wskazywałem podczas relacji z użytkowania pierwszej wersji czujnika
Poniższa recenzja nie jest tylko mojego autorstwa. W związku z moim „mundialowym” wyjazdem ciężar zbierania informacji i doświadczeń spadł na rodzinę, która "za karę" została w domu i kibicuje sprzed telewizora

Ja to wszystko zebrałem i postarałem się jakoś sensownie opisać.
Co oferowała pierwsza wersja?
Pierwszy AURATON Flood Sensor był już całkiem dopracowanym urządzeniem.
Mieliśmy:
- współpracę z Suplą,
- komunikację radiową 868 MHz,
- możliwość pracy z AURATON Box,
- współpracę z zaworem automatycznie odcinającym wodę,
- lokalną komunikację z zaworem nawet bez Internetu,
- zasilanie bateryjne (niewymienne - przynajmniej bez siłowego rozebrania obudowy),
- klasę szczelności IP67,
- możliwość przypisania wielu czujników do jednego zaworu.
Już wtedy największą zaletą systemu było to, że nie kończył działania na wysłaniu powiadomienia.
Wiele tanich czujników działa według prostego schematu:
"Masz wodę pod pralką. Powodzenia." - szczególnie przydatne kilkaset lub kilka tysięcy kilometrów od domu

AURATON od początku stawiał na automatyczne zamknięcie dopływu wody. I właśnie to uważam za największą przewagę całego systemu. Jeżeli awaria wydarzy się podczas urlopu albo w środku dnia, kiedy nikogo nie ma w domu, samo powiadomienie niewiele pomoże. Zamknięcie zaworu już tak.
Co zmieniło się w wersji 2.0?
Na pierwszy rzut oka... niewiele.
Teraz jest "tylko" IP65, nadal jest zasilanie bateryjne, nadal radio 868 MHz, nadal współpraca z zaworem i AURATON Box.
I... bardzo dobrze.
Jeżeli coś działa, to nie ma sensu tego zmieniać tylko dlatego, żeby napisać na pudełku "całkowicie nowa konstrukcja".
Dopiero po rozpakowaniu, instalacji i zagłębieniu się w instrukcję widać, że producent skupił się na detalach.
Shock Sensor - największa nowość
Moim zdaniem to najciekawsza zmiana.
W pierwszej wersji ktoś mógł przypadkowo przesunąć czujnik podczas sprzątania, remontu albo odkurzania.
System dalej uważał, że wszystko jest w porządku.
Problem polegał na tym, że czujnik nie leżał już tam, gdzie powinien.
W wersji 2.0 dodano czujnik wstrząsów (Shock Sensor), który wykrywa:
- podniesienie,
- przesunięcie,
- uderzenie,
- próbę zmiany położenia urządzenia.
Po wykryciu zdarzenia można dostać powiadomienie albo uruchomić automatyzację w SUPLA.
Ktoś może powiedzieć:
"Po co czujnikowi zalania czujnik wstrząsów?"
Część mojej rodziny też tak pomyślała. A potem przypomniałem im nasz własny garaż.
Przesuwanie kartonów, sprzątanie, remont, przestawianie pralki, dzieci, pies i kot…
I nagle okazuje się, że jest całkiem sporo sytuacji, w których czujnik może zostać przesunięty o pół metra.
Niby drobiazg. Ale właśnie takie drobiazgi odróżniają urządzenia projektowane z myślą o bezpieczeństwie od zwykłych gadżetów.
No i dzięki temu można budować znacznie ciekawsze automatyzacje.
Przykład?
Jeżeli czujnik zostanie przesunięty - dostaję powiadomienie.
Jeżeli wykryje wodę - zamknij zawór, wyślij powiadomienie i zapal czerwone światło w domu/uruchom syrenę.
Tak właśnie powinien wyglądać Smart Home.
Obsługa w Supli
Druga generacja wykorzystuje wiele możliwości, jakie daje Supla.
Każdy czujnik pojawia się jako dwa kanały:
- Czujnik zalania,
- Czujnik binarny (drgań).
Do tego można dowolnie nadawać nazwy urządzeniom.
Przy kilku czujnikach robi się to naprawdę wygodne.
Nie widzimy już np. "Czujnik zalania 5", tylko:
- Pralka
- Zmywarka
- Kotłownia
- Łazienka piętro
- Hydrofor
Dodatkowo można przypisać wiele czujników do jednego zaworu i zarządzać tym bezpośrednio z poziomu Supla Cloud.
W moim przypadku (przy pięciu czujnikach) jest to naprawdę wygodne.
Powrót do poprzedniej wersji firmware
To funkcja, której praktycznie nikt nie reklamuje, a szkoda.
Jeżeli po aktualizacji firmware pojawi się problem, producent umożliwia przywrócenie poprzedniej wersji oprogramowania.
Niewiele urządzeń IoT daje użytkownikowi taką możliwość.
Przyznam, że przy pierwszej wersji czujnika skorzystałem z niej (za pierwszym razem) nieświadomie i całkowicie przypadkowo
Nadal działa lokalnie
To kolejna rzecz, którą bardzo cenię i której wielu producentów nadal nie potrafi zrobić.
Obecnie wiele urządzeń Smart Home praktycznie przestaje istnieć bez chmury.
Internet padnie, router się zawiesi, bramka przestanie działać i nagle połowa "inteligentnego domu" przestaje być inteligentna
Tutaj wygląda to inaczej. Producent zostawił możliwość wcześniejszego sparowania czujnika bezpośrednio z zaworem. Dzięki temu nawet przy awarii internetu system nadal potrafi odciąć wodę. Dla urządzenia odpowiedzialnego za bezpieczeństwo domu jest to znacznie ważniejsze niż kolejne kolorowe wykresy w aplikacji.
Po wcześniejszym sparowaniu z zaworem czujnik może nadal zamknąć wodę nawet wtedy, gdy:
- padnie Internet,
- wyłączy się router,
- przestanie działać AURATON Box.
To ogromna zaleta całego rozwiązania.
Radio 868 MHz nadal robi robotę
Producent nie zmienił technologii komunikacji i bardzo dobrze.
Moim zdaniem w tego typu urządzeniach nie ma to większego sensu.
868 MHz daje:
- większy zasięg,
- mniejsze zużycie energii,
- lepszą pracę przez ściany,
- mniej problemów z zakłóceniami.
Producent deklaruje do 50 metrów w budynku i do 150 metrów w otwartym terenie, co przy tego typu urządzeniu powinno być w zupełności wystarczające, ale należy pamiętać, że są to tylko wartości orientacyjne.
Osoby, które śledzą moje wpisy pewnie pamiętają, że mojemu podstawowemu lokum bliżej do bunkra niż do domu o lekkiej konstrukcji. Tutaj żadnej znaczącej zmiany w stosunku do pierwszej wersji nie zauważono. Przy różnicy dwóch kondygnacji pomiędzy boxem a czujnikiem zasięg radia jest już na granicy (<20%). Przy trzech kondygnacjach zasięgu już brak.
Opóźnienie wykrycia zalania.
Niektórzy mogą uznać za wadę fakt, że alarm nie jest wysyłany natychmiast.
Po dokładnym przeczytaniu instrukcji okazuje się jednak, że producent zrobił to świadomie.
Sygnał jest wysyłany po około 10 sekundach ciągłego kontaktu elektrod z wodą.
Dzięki temu zwykłe mycie podłogi albo pojedyncza kropla nie zamknie całej instalacji wodnej.
Moim zdaniem to bardzo rozsądne rozwiązanie.
Może nie każdy zwróci na to uwagę i zapyta: "A po co opóźnienie?"
Po chwili zastanowienia odpowiedź przychodzi sama.
Mycie podłogi, mokra ścierka, mop, kilka kropel, rozlana woda z kubka.
To wszystko mogłoby wywoływać niepotrzebne alarmy.
Tutaj producent najwyraźniej przetestował urządzenie w prawdziwym domu, a nie tylko w laboratorium
Czego nadal mi brakuje?
Szczerze mówiąc - niewiele.
Cały system jest przemyślany.
Automatyczne odcięcie wody.
Supla.
Lokalna komunikacja.
Powiadomienia.
Shock Sensor.
Rollback firmware.
IP65.
Trudno znaleźć coś naprawdę poważnego.
Jedna rzecz jednak mnie razi...
To bateria.
Producent dodaje do zestawu baterię Kodak CR2032.
I właśnie tutaj mam największe zastrzeżenie.
Nie chodzi o to, że bateria nie będzie działała. Po prostu w urządzeniu odpowiedzialnym za ochronę domu oczekiwałbym ogniwa klasy premium. Nawet niech to będzie jakiś Panasonic, Varta, Maxell czy Energizer. To marki, które od lat kojarzą się z wysoką jakością baterii litowych i przewidywalną trwałością.
Naprawdę nie rozumiem tego wyboru. Urządzenie odpowiada za ochronę domu przed zalaniem. Ma pracować miesiącami albo latami. I producent dokłada do środka baterię Kodak

To jest oszczędność kilku złotych na elemencie, od którego zależy działanie całego urządzenia.
To nie znaczy, że Kodak jest złą baterią. Po prostu nie jest marką, która budzi takie zaufanie jak producenci specjalizujący się od lat w ogniwach litowych. Przy urządzeniu zabezpieczającym dom naprawdę nie warto szukać oszczędności właśnie tutaj.
Wielu użytkowników i tak po zakupie profilaktycznie wymieni fabryczną baterię na markowe ogniwo, zwłaszcza jeśli czujnik ma przez kilka lat leżeć pod pralką czy zmywarką i czekać na sytuację awaryjną.
To niewielki koszt dla producenta, a zdecydowanie poprawiłby odbiór całego produktu.
Potwierdziły to zresztą testy. Poziom baterii spadał z dnia na dzień o 2-3%. Fakt, że testy były intensywne, ale po wymianie baterii na bardziej markową, przez następne kilka dni testów poziom baterii spadł o tyle samo co w poprzedniej w jeden dzień.
Czy warto przejść z pierwszej wersji?
Jeżeli ktoś ma działający Flood Sensor pierwszej generacji, nie powiedziałbym, że musi natychmiast wymieniać cały system.
Podstawowa funkcjonalność pozostaje bardzo podobna.
Natomiast przy zakupie nowego zestawu nie widzę powodu, żeby wybierać starszy model.
Druga generacja jest po prostu bardziej dopracowana.
Nie zmienia filozofii działania, ale poprawia szczegóły, które w praktyce mają znaczenie.
Dla mnie największe plusy wersji 2.0 to:
- czujnik wstrząsów (Shock Sensor),
- wymienna bateria,
- integracja z Suplą,
- możliwość cofnięcia firmware,
- zachowanie lokalnej pracy z zaworem,
- nadal bardzo dobra komunikacja radiowa 868 MHz,
- możliwość obsługi do 10 czujników przez jeden zawór.
To nie jest rewolucja.
To dobrze przemyślana ewolucja pierwszego Flood Sensora.
A w urządzeniach odpowiadających za bezpieczeństwo domu uważam to za zdecydowanie lepszy kierunek niż zmiany robione wyłącznie na potrzeby marketingu.
I właśnie takie aktualizacje produktów lubię najbardziej
Specjalne podziękowania dla A., D., K., Z., J. i S.
